x
Wyszukaj w serwisie
x

CODEX IURIS LUBSCHICENSIS

"Ottokar, z Bożej Łaski król Czech, książę Austrii, Styrii, Karyntii ogłasza wszystkim na zawsze (...), że My (...) uznajemy sprawiedliwe życzenia ogółu mieszczan Głubczyc i odnowiliśmy im prastary i z powodu starości zmurszały, nadany przez naszych przodków przywilej, który ze szczególną łaską potwierdziliśmy."

Takimi słowami zaczynał się przywilej, nadany miastu Głubczycom przez króla Czech Przemysła Ottokara II. Te same słowa odnajdujemy na pierwszej stronie kodeksu prawa miejskiego Głubczyc z 1421 roku.
Głubczyce są jednym z najstarszych miast na Śląsku, lokowanym prawdopodobnie już w I połowie XIII wieku, a więc są starsze od Warszawy, z której to dziennikarz telewizyjnych wiadomości nazwał je wsią w województwie opolskim. Wspomniany przywilej Ottokara II z 1270 roku, zawierał przepisy prawa karnego, które, co potwierdza treść tego dokumentu, było tu stosowane już przed 1270 rokiem. Końcowa część tego dokumentu uprawniała wójta i rajców Głubczyc do uzupełniania wymiaru sprawiedliwości własnymi wyrokami.
W roku 1298 król Wacław II zezwolił miastu na pobieranie opłat za orzeczenia prawne. Głubczyce stały się zwierzchnim trybunałem prawa dla wielu miejscowości, głównie na Morawach. Przyjmuje się, że na tym prawie został założony Horni Benešov, leżący na południe od Krnova i Krzanowice pod Raciborzem. W 1272 roku głubczyckie prawo dotarło do Uherskiego Brodu i Hranic, w 1294 roku do Kopřivnic, około 1301 roku do Bilovca, Budišova i Mesta Libavy, w 1316 roku do Novego Jičina, do Derne koło Fulnka, Valašske Meziřiči oraz prawdopodobnie do Kunčic i Vitkova.
Ławnicy miejscy wydawali orzeczenia w języku czeskim. Dopiero za panowania Hohenzollernów w XVI wieku wprowadzono do urzędów język niemiecki i powyższe miejscowości znalazły sobie inne trybunały.
W 1325 roku Mikołaj II opawski rozszerzył głubczyckie prawo karne.
W 1421 roku wszystkie miejskie przepisy prawne zostały spisane przez Mikołaja Brevis, pisarza katedralnego w Krakowie. W ten sposób powstał Codex iuris Lubschicensis, księga głubczyckiego prawa.
Na początku księgi znajdował się przetłumaczony z łaciny na język niemiecki przywilej Ottokara II z 1270 roku. Na drugim miejscu Mikołaj Brevis umieścił dokument dotyczący darowizny Głubczycom przez Ottokara II lasu, który miasto posiada do dziś. Potem następowały tzw. księgi samowoli, tzw. Willkűrbűcher, to znaczy przepisy wójtów i rajców uzupełniające prawo, a także przepisy z dokumentu Mikołaja II z 1325 roku.
Znawcy znajdują w tym kodeksie elementy prawa frankońskiego i magdeburskiego.
Kodeks ze względu na jego piękno nie był przeznaczony do codziennego użytku. Na co dzień miasto używało papierowego rękopisu, zawierającego nadto orzeczenia ławników magdeburskich.
Autor kodeksu, Mikołaj Brevis urodził się w Głubczycach. Studiował w Akademii Krakowskiej. Figuruje w aktach Akademii w 1419 roku jako bakałarz, w 1422 roku jako magister, a w 1431 roku już jako decanus philosophie. Urzędował jako krakowski pisarz katedralny.
Autorem miniatur zdobiących ten kodeks był Jan z Żytawy, którego warsztat znajdował się we Wrocławiu. Iluminator ten wykształcił się w warsztacie Lauriusa z Klatova i prawdopodobnie głubczycki kodeks był ostatnią ilustrowaną przez niego księgą.
Wspaniałe miniatury w księdze prawa pokazują Ottokara II i Mikołaja II opawskiego. Jako wzór prawdopodobnie posłużyły Janowi z Żytawy pieczęcie zawieszone przy dokumentach miejskich, które dziś znajdują się w Archiwum Państwowym w Opolu. Poza tym artysta umieścił w inicjałach sceny związane z wymiarem sprawiedliwości. Widzimy tu wójta, który w średniowieczu sprawował funkcję sędziego, w otoczeniu ławników na ławce sądowej, wójta leżącego na łożu śmierci, scenę sądu w sprawie krwawej rany czy zaprzysiężenie rajców miejskich.
Wspaniałe dzieło, głubczycki kodeks prawny kończą następujące słowa:" W Roku Pańskim 1421, w piątek o godzinie 6.00, dokładnie na św. Arnolfa Wyznawcę Mikołaj Brevis w katedrze w Krakowie ukończył tę księgę prawa w Głubczycach. Bogu niech będzie podziękowane! Wówczas w Czechach byli kacerze [husyci]."
Głubczycki kodeks był przechowywany w ratuszu. W 1895 roku magistrat wysłał go do Śląskiego Muzeum Starożytności we Wrocławiu, w celu uzyskania fachowej opinii. Oceniając go wysoko dyrekcja muzeum niechętnie odesłała go z powrotem. Odtąd księgę przechowywano w ratuszu pod kluczem.
28 września 1910 roku Rada Miejska w Głubczycach powołała do życia muzeum, którego pierwszą siedzibą był ratusz. Dokładnie nie wiadomo kiedy księga trafiła do zbiorów muzealnych, ale stała się jego najcenniejszym eksponatem.
W 1914 roku zbiory muzealne wraz z kodeksem zostały przeniesione do budynku starego gimnazjum przy klasztorze franciszkanów, stanowiącego dziś zachodnie skrzydło klasztoru. Księga prawa leżała tam do marca 1945 roku. Władze Rzeszy daremnie próbowały ją pozyskać dla tworzonego w Bytomiu archiwum górnośląskiego. Księga została w Głubczycach. Niemieckie władze znające wielka wartość tego dzieła postanowiły je uchronić przed zbliżającym się frontem. 17 marca 1945 roku wyszedł rozkaz o ewakuacji mieszkańców, którym nakazano opuścić miasto. Ewakuowano również dokumenty miejskie. Załadowane nimi furmanki pojechały w kierunku Habelschwerdt, dzisiejszej Bystrzycy Kłodzkiej. Na jednej z nich znajdowała się skrzynka z kodeksem prawnym Głubczyc. W miejscowości Schreibendorf - Pisary koło Bystrzycy w zagrodzie nr 64 konwojenci porzucili furmanki. Mogło to nastąpić tuż przed 9 lub 10 maja 1945 roku, bowiem w tych dniach wojska I Frontu Ukraińskiego zajęły Bystrzycę Kłodzką.
Na kolejny ślad kodeksu, dzięki "Gazecie Wyborczej" natrafiamy w Rzeszowie, gdzie w 1946 roku próbował go nielegalnie sprzedać pewien rosyjski Żyd.
Minęło wiele lat i wreszcie w 2002 roku "Gazeta Wyborcza" ujawnia informację, że głubczycka księga jest w posiadaniu pani Barbary Piaseckiej - Johnson..
Głubczycka księga prawa, sporządzona na zamówienie miasta, wykonana przez urodzonego głubczyczanina, przez kilka wieków pieczołowicie przechowywana w głubczyckim ratuszu, potem w muzeum, powinna wrócić na jedyne właściwe miejsce, do Głubczyc.
Władze samorządowe są zdolne zapewnić przepisowe warunki jej przechowywania w muzeum powiatowym.
Od 1945 roku miasto z racji położenia na tzw. Ziemiach Odzyskanych było grabione przez wojska radzieckie i szabrowników. Nie oszczędzono ratusza i nadających się do odbudowy zabytkowych kamienic. Cegły powędrowały na odbudowę większych miast, m.in. Warszawy. Również zbiory głubczyckiego muzeum, jednego z najstarszych na Śląsku, opuściły Głubczyce i zostały przejęte przez muzea, m.in. w Opolu i Raciborzu.
Niech Głubczycom zostanie przywrócony chociaż kodeks, świadczący o dawnej wielkiej randze tego pogranicznego miasta. Nie Warszawa i nie Opole, tylko Głubczyce mają do niego największe i niezaprzeczalne prawo!

 

Katarzyna Maler
Data publikacji: 18-07-2011 12:37